Przez to całe chorowanie, tracę zupełnie chęć do jakiejkolwiek aktywności.
Podziwiam Jasia, że nawet z gorączką ma siłę na zabawę, biega śmieje się i stara się nas wszystkich zmobilizować do działania.
Mnie męczy nawet oglądanie telewizji, gdy widzę jak inni realizują swoje pasje i angażują w to całą swoją energie i uwagę to nie mogę wyjść z podziwu po co im to wszystko. Mnie już nawet nie cieszą moje ulubione zajęcia, a wszystkie plany jakie miałam do tej pory wydają mi się bezsensowne. Liczę na to, że odzyskam chęci i zrealizuje swoje pomysły, choć będzie to dopiero pewnie w nowym roku.
poniedziałek, 19 grudnia 2011
Choroby
Przez pierwszy rok życia Jasia mieliśmy spokój z wszelkimi chorobami, zaliczyliśmy tylko trzydniówkę. Tuż przed pierwszymi urodzinami pojawiła się biegunka, z którą wybraliśmy się do lekarza. To była niedziela i mimo, że chciałam pojechać z tym do szpitala dziecięcego to ze strachu przed odesłaniem z kwitkiem wybraliśmy się do przychodni pełniącej dyżur weekendowy dla naszej gminy. Wcześniej oczywiście zadzwoniłam by się upewnić czy przyjmuje pediatra i zostałam zapewniona, że tak. Na miejscu jednak okazało się, że pediatry nie ma, a Pani doktor, która przyjmowała raczej nie była zadowolona z niedzielnego dyżuru, powiedziała, że nie wie co to jest i wystawiła skierowanie do szpitala zakaźnego. Biedny Jaś nieźle się nacierpiał bo panie pielęgniarki z oddziału dziecięcego jakoś nie bardzo radziły sobie z pobieraniem krwi. Okazało się, że to nie rotawirus i na wtorek udało nam się pójść na przepustkę do domu. Na oddziale w izolatce znalazło się jednak jedno małe dzieciątko z rotawirusem a jego niezbyt opiekuńcza mama mama zamiast za nim siedzieć w tej izolatce to stale chodziła popalać a na dodatek odwiedzała wszystkie sale by pożyczać fajki. Gdy wróciliśmy następnego dnia na obchód i po wypis już wszystkie dzieci za naszej sali miały stwierdzonego rotawirusa. Zostaliśmy poinformowani o możliwości zarażenia ale dość rozsądna lekarka poradziła żebyśmy omijali szpital szerokim łukiem i grypę żołądkową, którą oczywiście złapaliśmy odchorowaliśmy już w domu.
Kolejne miesiące znów obyły się bez większych problemów zdrowotnych, aż do sierpnia. W sierpniu bowiem nasza Pani pediatra zapisała Jasiowi antybiotyk, który moim zdaniem nie pomógł, a wręcz obniżył odporność i wszelkie choróbska ciągną się za nami aż do teraz (katary, rotawirusy i gorączki). W tym czasie Jankowi przepisano dwa następne antybiotyki, jeden pomógł ale drugiego nie podałam i na szczęście lekarz stwierdził, że to była dobra decyzja.
Teraz gdy już i ja i Jaś czujemy się w miarę, to pochorował się mój mąż Sławek, więc ciężko będzie odbudować odporność.
Jak na złość oczywiście pogoda nam nie sprzyja, gdy jesteśmy najbardziej chorzy to za oknem piękne słoneczko, a gdy już moglibyśmy pospacerować to za oknem wichry i deszcze. Jeśli ktoś potrafi załatwić ładną pogodę to poprosimy, by w słoneczku móc nabrać sił po tym całym kiszeniu się w czterech ścianach.
Kolejne miesiące znów obyły się bez większych problemów zdrowotnych, aż do sierpnia. W sierpniu bowiem nasza Pani pediatra zapisała Jasiowi antybiotyk, który moim zdaniem nie pomógł, a wręcz obniżył odporność i wszelkie choróbska ciągną się za nami aż do teraz (katary, rotawirusy i gorączki). W tym czasie Jankowi przepisano dwa następne antybiotyki, jeden pomógł ale drugiego nie podałam i na szczęście lekarz stwierdził, że to była dobra decyzja.
Teraz gdy już i ja i Jaś czujemy się w miarę, to pochorował się mój mąż Sławek, więc ciężko będzie odbudować odporność.
Jak na złość oczywiście pogoda nam nie sprzyja, gdy jesteśmy najbardziej chorzy to za oknem piękne słoneczko, a gdy już moglibyśmy pospacerować to za oknem wichry i deszcze. Jeśli ktoś potrafi załatwić ładną pogodę to poprosimy, by w słoneczku móc nabrać sił po tym całym kiszeniu się w czterech ścianach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)